Sieć bezprzewodowa rozwiązała problem, którego kabel nigdy nie rozwiązywał: mobilność. Telefon, laptop i tablet działają wszędzie i nikt nie wróci do przewodu, żeby sprawdzić pocztę na kanapie.
Nie znaczy to jednak, że kabel przestał być potrzebny. Zmieniło się co innego: przestał obsługiwać ludzi, a zaczął obsługiwać urządzenia, które stoją w jednym miejscu i mają działać zawsze.
Co w domu naprawdę potrzebuje przewodu
Lista jest dłuższa, niż wynikałoby z pierwszego wrażenia, i rośnie z każdym rokiem.
Punkty dostępowe sieci bezprzewodowej to pierwsza pozycja i najbardziej paradoksalna. Żeby sieć bezprzewodowa działała dobrze w całym domu, potrzeba kilku punktów rozmieszczonych na kondygnacjach, a każdy z nich musi być podłączony przewodem. Rozwiązania oparte na wzmacniaczach bezprzewodowych dzielą przepustowość i wprowadzają opóźnienia.
Druga to monitoring. Kamery zasilane po tym samym przewodzie, którym przesyłają obraz, eliminują potrzebę doprowadzania zasilania i działają niezależnie od stanu sieci bezprzewodowej.
Trzecia to urządzenia stacjonarne o dużym transferze: telewizor, konsola, komputer stacjonarny, serwer domowy. Wszystkie stoją w jednym miejscu i wszystkie zyskują na stabilnym połączeniu.
Czwarta to automatyka i urządzenia techniczne: falownik fotowoltaiki raportujący produkcję, ładowarka samochodowa, sterownik ogrzewania, centrala alarmowa. Każde z nich w miejscu, w którym sygnał bezprzewodowy bywa najsłabszy, czyli w pomieszczeniu technicznym albo w garażu.
Kategoria okablowania i sensowny wybór
Przewody sieciowe dzieli się na kategorie określające pasmo i przepustowość. W domu spotyka się dziś głównie kategorię piątą rozszerzoną, szóstą i szóstą rozszerzoną.
Kategoria piąta rozszerzona obsługuje gigabit na dystansie do stu metrów i w praktyce zaspokaja potrzeby domowe. Kategoria szósta podnosi pasmo i pozwala na dziesięć gigabitów na krótszych odcinkach, a szósta rozszerzona na pełnym dystansie.
Praktyczna rada brzmi: różnica w cenie przewodu jest niewielka w stosunku do kosztu jego ułożenia, a ułożenia nie powtórzy się przez dwadzieścia lat. Warto więc położyć kategorię wyższą, niż wynika z dzisiejszych potrzeb, bo to jedyny element, którego wymiana wymaga powtórzenia całej pracy.
Odrębną decyzją jest ekranowanie. Przewód nieekranowany wystarcza w typowym domu, o ile zachowano odstęp od przewodów zasilających. Ekranowany ma sens tam, gdzie trasy biegną równolegle do zasilania na długich odcinkach albo w pobliżu urządzeń generujących zakłócenia, przy czym wymaga konsekwencji: ekran musi być uziemiony i zachowany na całej długości, łącznie z gniazdami.
Zakończenie przewodu, czyli miejsce większości problemów
Sam przewód rzadko zawodzi. Zawodzą zakończenia, bo to tam popełnia się błędy, których skutki bywają nieoczywiste.
Montowane w ścianie gniazdko rj45 zarabia się przez wprowadzenie żył do zacisków modułu, przy zachowaniu jednego z dwóch znormalizowanych układów kolorystycznych. Wybór układu nie ma znaczenia, o ile jest ten sam po obu stronach kabla. Pomieszanie ich daje połączenie, które przy gigabicie może działać, a przy wyższych prędkościach zawiedzie.
Kluczową zasadą jest utrzymanie skrętu par jak najbliżej zacisku. Pary są skręcone celowo, bo to skręt zapewnia odporność na zakłócenia. Rozkręcenie żył na odcinku dłuższym niż kilkanaście milimetrów pogarsza parametry transmisyjne, i to jest najczęstsza przyczyna łącza, które działa wolno bez wyraźnego powodu.
Drugą jest promień gięcia. Przewód zagięty ostro, na przykład dociśnięty do krawędzi puszki, zmienia geometrię par i swoją impedancję. Puszka o głębokości pozwalającej ułożyć zapas przewodu bez zaginania jest tu warunkiem, a nie wygodą.
Trzecią jest jakość samego przewodu. Tanie wykonania z żyłą aluminiową pokrytą miedzią wyglądają identycznie, a mają wyższą rezystancję i są kruche przy zaciskaniu. W instalacji stałej stosuje się wyłącznie pełną miedź, z żyłą jednodrutową.
Zasilanie po tym samym kablu
Osobną możliwością, która w domu zmienia sporo, jest przesyłanie zasilania tym samym przewodem, którym płyną dane. Rozwiązanie to pozwala zasilić kamerę, punkt dostępowy albo domofon bez doprowadzania osobnego obwodu.
Wymaga urządzenia zasilającego po stronie przełącznika oraz odbiornika przystosowanego do takiego zasilania, przy czym dostępne są też adaptery pozwalające zasilić w ten sposób urządzenie, które tej funkcji nie ma.
Ograniczeniem jest moc i dystans. Im dłuższy przewód, tym większy spadek napięcia, więc przy odbiornikach o wyższym poborze dystans maleje. Warto to sprawdzić przed zaplanowaniem trasy do kamery umieszczonej na końcu działki.
Praktyczna korzyść jest jednak znacząca w miejscach, w których doprowadzenie zasilania oznaczałoby osobny wykop albo przebicie przez ścianę. Jeden przewód zamiast dwóch to nie tylko oszczędność, ale też jeden punkt awarii mniej.
Jak to poprowadzić
- Wszystkie przewody do jednego punktu, blisko rozdzielnicy elektrycznej, ale nie w niej. Tam staje przełącznik i panel krosowy.
- Dwa przewody do każdego punktu zamiast jednego. Drugi kosztuje kilkadziesiąt złotych, a pozwala później podłączyć kamerę albo punkt dostępowy niezależnie.
- Odstęp od zasilania rzędu kilkunastu centymetrów przy prowadzeniu równoległym, a przy skrzyżowaniach kąt prosty.
- Oznaczenie obu końców każdego przewodu, spójne z opisem na panelu krosowym.
Ostatni punkt zajmuje kilka minut przy montażu, a jego brak oznacza, że identyfikacja przewodów wymaga testera i dwóch osób chodzących po domu. Przy sześciu punktach to godzina pracy przy każdej późniejszej zmianie.
Gniazda sieciowe, okablowanie strukturalne i obudowy teleinformatyczne wraz z danymi technicznymi znajdziesz na www.onninen.pl. Parametry przywołane w tekście pochodzą z katalogu hurtowni Onninen.